piątek, 19 lipca 2013

"Może by tak odebrać sobie samobójstwo?"

Dopiero teraz czuję, że są wakacje. Chyba nie chodzi nawet o to, że przyjechałam do domu rodzinnego. Wydaje mi się, że do tej pory wszystko, co robiłam było skrupulatnie zaplanowane wcześniej. Dopiero od wczoraj pozwalam sobie robić to, na co mam ochotę, co nie znaczy, że nie robię nic pożytecznego. Dzisiaj przeniosłam się do nowego pokoju, a więc jeden z planów na wakacje wykonany. Moja sypialnia jest teraz na poddaszu, w dużo jaśniejszym i większym pokoju. W oknach nie ma jeszcze rolet,  co oznacza, że nie będę mogła zrobić z niego nory, w której do tej pory zamykałam się sama ze swoimi myślami. Z okien rozpościera się widok na góry, a kiedy położę się na podłodze, mogę przez nie oglądać niebo. Mam tylko nadzieję, że podczas lunatykowania, które zdarza mi się dość często nie spadnę z drabiny prowadzącej na poddasze. Jutro jadę po nowego lokatora mojego pokoju - kotka, którego biorę od Sereny. Z D. wszystko układa się świetnie. Tak dobrze, jak teraz, nie było już dawno. Niepokoi mnie tylko jedna rzecz - chyba za bardzo zaczynam zżywać się z jego rodziną. Przez ostatni tydzień był u mnie Alex i N. Ten czas planowałam od dawna, a nic to nie dało, bo pomyliłam się co do dat moich innych planów i w efekcie na trzy dni musiałam zostawić ich w Krakowie samych. Z D. zdecydowaliśmy już, że jego urlop spędzimy w Bułgarii. Bardzo mi ta opcja odpowiada, zwłaszcza, że dwa miesiące temu byliśmy w Norwegii, a na październik planuję wypad do równie zimnego i deszczowego Londynu. Ciepłe morze będzie miłą odmianą. A teraz uwaga! News roku: LEKARZ ODSTAWIŁ MI JUŻ CAŁKIEM LEKI!!! To znaczy, że pierwszy raz od trzech lat jestem wolna! Teraz już nikt nie będzie mi mówił, że czegoś mi nie wolno, bo jestem na psychotropach! Ma to też swoje wady oczywiście. Ale to nieważne! Nauczę się brać za siebie odpowiedzialność, chociaż wcale mi się to nie uśmiecha. Kiedyś trzeba. Mam tylko nadzieję, że wszyscy nie przyzwyczaili się za bardzo do kontrolowania mnie.

piątek, 5 lipca 2013

"Nie roztrzaskałam skroni o podłogę póki co"

Wakacje to pojęcie względne. Co z tego, że mam trzy miesiące wolnego, skoro we wrześniu czekają mnie cztery egzaminy.Wystarczyło jedno potknięcie żebym odpuściła już całkiem. Przynajmniej kontrolowanie posiłków mi wychodziło ...do wczoraj. Dzisiaj zjadłam już 2 tys. kalorii i do tego dalej jestem głodna. Ale już nie zjem nic. Od paru godzin oglądam thinspiracje i umówiłam się z Anastazją (to nowa ksywka dla A.). Za to w czerwcu odnowiłam kontakt z Effy. Zaprosiła mnie do siebie na parapetówkę i poznałam tam sporo ciekawych ludzi (głównie kuglarzy). Nowe znajomości już okazały się bardzo przydatne i mam nadzieję, że w przyszłości zaowocują jeszcze bardziej. Kupiłam jeszcze jedno diabolo, poi i kij treningowy, co wiąże się nowymi wyzwaniami na wakacje. 

Ostatnio za nic nie mogę pogodzić się ze swoim ciałem. Dalej go nie akceptuję, ale zdarzały się dni, kiedy nie wstydziłam się założyć krótkich spodenek, czy sukienek. Teraz wolę ukrywać je pod warstwami ubrań, co nie jest łatwe w tak upalne dni. Zwłaszcza, że nie marznę już tak, jak wcześniej. Przez jakieś ostatnie dwa tygodnie nie mam siły kompletnie na nic, nawet na spotkania ze znajomymi, czy z D., nie mówiąc już o ćwiczeniu. Oczywiście staram się widywać z ludźmi, bo wiem, że w moim przypadku izolowanie się od świata kończy się źle. Więc siłą wywlekam się z mieszkania i naprawdę staram się zachowywać przy ludziach normalnie: angażować w rozmowę, śmiać itp. Znowu śpię bardzo dużo (za dużo?), a w międzyczasie realizuję wcześniejsze postanowienia: nadrabiam zaległości w filmach i książkach. Dzisiaj obejrzałam Frankenweenie, czyli pozycję obowiązkową dla każdego, kto określa siebie mianem fana Burtona.







Chociaż nie jest to jedna z moich ulubionych produkcji, to jednak nie da się przejść obok niej obojętnie. To prawdziwy majstersztyk kina autorskiego. Chyba właśnie od nowa złapałam zajawkę na Burtona.