sobota, 7 grudnia 2013

znów jestem tym nieśmiałym dzieckiem ze szkolnych czasów

Jestem ostatnio nadaktywna - tutaj i na facebooku ...wszędzie tylko nie w prawdziwym życiu. Ostatni tydzień spędziłam w domu, głównie w łóżku, na zwolnieniu lekarskim. Byłam trochę przeziębiona, ale raczej nie na tyle, żeby siedzenie w domu było niezbędne. Ale miałam już dość Krakowa, mojego mieszkania, współlokatorek, studiów. Potrzebowałam przerwy od życia, a że akurat złapało mnie coś w stylu grypy, nie pogardziłam zwolnieniem lekarskim. Problem polega na tym, że narobiłam sobie zaległości, a wcale nie jest lepiej. Jeszcze bardziej nie chce mi się tam wracać. Jak to się dzieje, że jedyne na co mam ochotę, to treningi? Ale co więcej, nie moje, na których powinno mi zależeć bardziej ze względu na zbliżające się mistrzostwa, tylko te nowe, w mojej rodzinnej miejscowości, które nie dają mi nic, poza własną satysfakcją. Mam ochotę na rzeczy, które są bez sensu, ale cieszę się, że przynajmniej nie przestało mi zależeć na wszystkim. Wczoraj, kiedy poszłam po receptę na te leki nasenne, pani doktor stwierdziła, że niezbędny jest powrót do psychotropów. Całkowicie beznadziejnie. Muszę się przygotować na wtorek, żeby lepsze wrażenie zrobić na doktorze T. Tak, jak już wspominałam, nie jest przecież jeszcze całkiem tragicznie, skoro pozostał chociaż jeden aspekt mojego życia, na którym mi zależy. Na szczęście do poniedziałku zostaję jeszcze w domu, bo dostałam skierowanie na jakieś dziwne badania.Strasznie wkurza mnie mój chłopak i czuję, że nieuchronnie zbliża się koniec naszego związku. Chyba tego chcę... Tylko że kiedy jesteśmy razem, nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić. Nie wiem, jak miałabym mu to powiedzieć. Obawiam się, że najlepszym sposobem będzie doprowadzenie się do takiego stanu, żeby on sam już ze mną nie wytrzymał i mnie po prostu zostawił. Ale wiem, że niszczenie siebie nie jest rozwiązaniem problemów. Podobno... NIE JEST NIE JEST NIE JEST NIE JEST!!! I będę sobie to powtarzać tak długo, aż samą siebie przekonam.

proszę o umożenie wszystkich stanów lękowych

Niemożność zaśnięcia powoli staje się coraz bardziej frustrująca. Przez trzy ostatnie noce nie udało mi się zasnąć nawet na chwilę, z reguły udawało mi się to rano. Kiedy całkowicie wkurwiona łykałam kilka pernazyn i przepijałam jakimś syropkiem. Nieodpowiedzialne. I chuj. Spróbujcie nie przespać choćby 30 godzin pod rząd. Też sięgnęlibyście po cokolwiek, żeby tylko na chwilę odpłynąć. Nie wiem, czy to przez nie, czy przez ciągle zbyt małą ilość snu czułam się dzisiaj tak dziwnie. Moja mama stwierdziła, że tak dłużej być nie może i zabrała mnie do lekarza rodzinnego, więc mam już moje różowo - niebieskie wspomagacze snu. W kolejce czekałam 2 godziny. Strasznie raziło mnie jarzące światło ze szpitalnych żarówek, ludzie wkurwiali tak niemiłosiernie...

Siedząc w tej śmierdzącej przychodni przypominałam sobie wydarzenia z zeszłego roku. W nocy z 5 na 6 grudnia Anastazja nocowała u mnie, ale jako, że obydwie miałyśmy wtedy problemy ze snem, noc spędziłyśmy na pieczeniu pierniczków, pakowałyśmy prezenty na święta, a później pochowałyśmy w różnych miejscach upominki dla nas. Wtedy w mieszkaniu była jeszcze moja współlokatorka - C i nasz znajomy, którego muszę nazwać Werterem. On zmył się trochę wcześniej, a my przekopałyśmy pół mieszkania w poszukiwaniu niespodzianek. Przez chwilę wydawało mi się wtedy, że jesteśmy szczęśliwe. Z resztą: zapach pierników w całym mieszkaniu, grzane wino, papierosy, świadomość, że jeszcze trochę i wszystko się zmieni. Takie miałam przeczucie tamtego dnia. No i zmieniło się faktycznie, ale nie tak, jak myślałam. Rano musiałam lecieć szybko na uczelnię, a później jeszcze na wizytę do psychiatry, więc zostawiłam Anastazję w mieszkaniu i wyszłam. Ona też miała wizytę tego dnia. Wiem, że dowiedziała się wtedy, że lekarz chce ją znowu zamknąć na oddziale. Od tamtego momentu sprawy potoczyły się zbyt szybko i chaotycznie, żebym była w stanie je odtworzyć. Spotkałam się z nią w opłakanym stanie. Zachowywała się dziwnie i mówiła jakieś dziwne rzeczy, co uznałam za skutek kilku nieprzespanych dób. Powiedziała, że chce jechać do domu, więc pomogłam jej dogadać się z wujkiem, który jechał w tą samą stronę. On ją zabrał, a ja nie wiedząc, co ze sobą zrobić, wróciłam na zajęcia. To był akurat wykład z wiedzy o filmie, czy coś takiego i oglądaliśmy film. Już na początku zadzwonił mi telefon. Nieznany numer. Ojciec Anastazji. Pytał co się z nią działo w ostatnim czasie. Mówił, że ma okropne pogorszenie nastroju, nie są w stanie się z nią dogadać. Chwilę później kolejny telefon. Znaleźli u niej opakowania po lekach, które najprawdopodobniej zażyła w dużych ilościach. "Seronil - wiesz co to jest? Ona to brała? ...nie, ja to biorę. Miałam w mieszkaniu kilka paczek, miałam też spory zapas pernazyny i nasennych." Boże, co ona wzięła?! Za chwilę kolejny telefon: Anastazja nie ma już kontaktu z rzeczywistością, ma wysoką gorączkę i mdleje. Biorą ją na SOR. Później informacja o płukaniu żołądka i że następnego dnia najprawdopodobniej przewiozą ją do psychiatryka. Jej ojciec zrozpaczony mówi do mnie, jakby błagał mnie o pomoc: mówi, że wie, że ja mam podobny problem, prosi, żebym zrozumiała jego położenie, płacze, "nie rób tego swoim rodzicom". Nie wiem, co mam powiedzieć. Jest mi wstyd, że tyle razy zamieniałam życie mojej rodziny w koszmar. Jak mam pomóc temu mężczyźnie? Ile mogę do nich dzwonić?! Muszę wiedzieć, co dzieje się z Anastazją, ale nie chcę się im wtrącać do życia. Więc rozłączyłam się. W międzyczasie zajęcia się skończyły powstało wokół mnie ubeczanej i roztrzęsionej spore zamieszanie. Chciałam szybko znaleźć się w mieszkaniu i iść spać. Uciec z tego świata chociaż chwilowo. Jak się obudziłam, wróciłam do życia, jakby nigdy nic. Chyba wtedy jeszcze to wszystko do mnie nie docierało. Chyba nawet teraz nie dotarło całkowicie. 

środa, 4 grudnia 2013

Hello darkness my old friend

Co jest nie tak z jesienią? Jak to się dzieje, że od paru lat niezmiennie razem z nią przychodzi taka dobijająca melancholia i do tego jeszcze bezsenność? Jest po piątej nad ranem, a ja tej nocy nie zmrużyłam jeszcze oka. Moja podświadomość podsyła mi serię dziwnych obrazów, które pojawiają się, kiedy tylko zamknę oczy. Tylko że ciągle nie wydaje mi się, żeby to one były przyczyną braku snu.