Dawno nie pisałam. Działo się dużo. Walczyłam z całych sił. Zrobiłam ogromny krok do przodu, jeśli chodzi o wychodzenie z choroby. Wszyscy oczekują ode mnie teraz jeszcze więcej. A ja czuję się jednocześnie silniejsza i osłabiona. Jest dobrze, wiem, że nie mogę się teraz poddać, ale momentami (takimi, jak ten) brakuje mi już sił i motywacji. Sytuacja z D. - pozornie dobra - w rzeczywistości gnębi mnie całymi dniami. Nie jest dobrze. Czuję nad sobą bezustanną kontrolę. Wiem, że to z miłości, wiem też, że to kwestia jego lęków, których sam nie jest świadom. Chociaż próbuję mu to uświadomić, nie chce słuchać. On nie ma problemu, tylko ja ...podobno. Zaproponował, żebyśmy zrobili sobie przerwę i naprawdę przykro mi to mówić, bo kocham go, ale ucieszyłam się na myśl o tym. Boję się, że w końcu nie wytrzymam tego, tak jak presji pod względem zmieniania relacji z moimi znajomymi, które jego zdaniem są niewłaściwe. Nie wytrzymam i ucieknę i "odbiję" sobie to wszystko, czego mi teraz brak. Potrzebuję więcej swobody, czego on nie rozumie, bo jest zaślepiony uczuciami. On jest pewien, że nigdy nie zakocha się w nikim innym (co nie jest możliwe - to nie jest sytuacja, którą człowiek może przewidzieć). Oczywiście nie doszło do żadnej przerwy, a ja nie chcę go stracić, więc wmawiam sobie, że wszystko jest dobrze. Do tej pory obwiniałam się za wszystkie problemy. I fakt jest taki, że zawaliłam i to nie raz. Ale ja za te kilka błędów ponoszę już kolejną karę! Czuję się źle, stąpam po niepewnym gruncie nie odnajduję się w tym nowym życiu pełnym nieznanych sytuacji: z jedzeniem, z wyładowywaniem stresu, ze studiami, z rodziną, w której też ostatnio wiele się dzieje i jeszcze z D! Nie czuję się na swoim miejscu. Nie mam po prostu żadnego punktu odniesienia. Nie wiem nawet, czy to moje życie, bo ja go nie poznaję. Chcę jednak wrócić do życia, które znam. Wiem jaka będzie tego cena, ale tęsknię za poczuciem, że chociaż jeden jego aspekt jest stały, niezmienny, znany mi, jak nikomu innemu, godny zaufania. Więc... wychodź B! czekam na Ciebie. Wiem, że daleko nie poszłaś, bo Ty przecież nie masz honoru i czekasz przed moimi drzwiami każdego wieczoru i co jakiś czas potykam się o Ciebie, bo plączesz się koło nóg, jak ten bezpański pies!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz