sobota, 7 grudnia 2013

proszę o umożenie wszystkich stanów lękowych

Niemożność zaśnięcia powoli staje się coraz bardziej frustrująca. Przez trzy ostatnie noce nie udało mi się zasnąć nawet na chwilę, z reguły udawało mi się to rano. Kiedy całkowicie wkurwiona łykałam kilka pernazyn i przepijałam jakimś syropkiem. Nieodpowiedzialne. I chuj. Spróbujcie nie przespać choćby 30 godzin pod rząd. Też sięgnęlibyście po cokolwiek, żeby tylko na chwilę odpłynąć. Nie wiem, czy to przez nie, czy przez ciągle zbyt małą ilość snu czułam się dzisiaj tak dziwnie. Moja mama stwierdziła, że tak dłużej być nie może i zabrała mnie do lekarza rodzinnego, więc mam już moje różowo - niebieskie wspomagacze snu. W kolejce czekałam 2 godziny. Strasznie raziło mnie jarzące światło ze szpitalnych żarówek, ludzie wkurwiali tak niemiłosiernie...

Siedząc w tej śmierdzącej przychodni przypominałam sobie wydarzenia z zeszłego roku. W nocy z 5 na 6 grudnia Anastazja nocowała u mnie, ale jako, że obydwie miałyśmy wtedy problemy ze snem, noc spędziłyśmy na pieczeniu pierniczków, pakowałyśmy prezenty na święta, a później pochowałyśmy w różnych miejscach upominki dla nas. Wtedy w mieszkaniu była jeszcze moja współlokatorka - C i nasz znajomy, którego muszę nazwać Werterem. On zmył się trochę wcześniej, a my przekopałyśmy pół mieszkania w poszukiwaniu niespodzianek. Przez chwilę wydawało mi się wtedy, że jesteśmy szczęśliwe. Z resztą: zapach pierników w całym mieszkaniu, grzane wino, papierosy, świadomość, że jeszcze trochę i wszystko się zmieni. Takie miałam przeczucie tamtego dnia. No i zmieniło się faktycznie, ale nie tak, jak myślałam. Rano musiałam lecieć szybko na uczelnię, a później jeszcze na wizytę do psychiatry, więc zostawiłam Anastazję w mieszkaniu i wyszłam. Ona też miała wizytę tego dnia. Wiem, że dowiedziała się wtedy, że lekarz chce ją znowu zamknąć na oddziale. Od tamtego momentu sprawy potoczyły się zbyt szybko i chaotycznie, żebym była w stanie je odtworzyć. Spotkałam się z nią w opłakanym stanie. Zachowywała się dziwnie i mówiła jakieś dziwne rzeczy, co uznałam za skutek kilku nieprzespanych dób. Powiedziała, że chce jechać do domu, więc pomogłam jej dogadać się z wujkiem, który jechał w tą samą stronę. On ją zabrał, a ja nie wiedząc, co ze sobą zrobić, wróciłam na zajęcia. To był akurat wykład z wiedzy o filmie, czy coś takiego i oglądaliśmy film. Już na początku zadzwonił mi telefon. Nieznany numer. Ojciec Anastazji. Pytał co się z nią działo w ostatnim czasie. Mówił, że ma okropne pogorszenie nastroju, nie są w stanie się z nią dogadać. Chwilę później kolejny telefon. Znaleźli u niej opakowania po lekach, które najprawdopodobniej zażyła w dużych ilościach. "Seronil - wiesz co to jest? Ona to brała? ...nie, ja to biorę. Miałam w mieszkaniu kilka paczek, miałam też spory zapas pernazyny i nasennych." Boże, co ona wzięła?! Za chwilę kolejny telefon: Anastazja nie ma już kontaktu z rzeczywistością, ma wysoką gorączkę i mdleje. Biorą ją na SOR. Później informacja o płukaniu żołądka i że następnego dnia najprawdopodobniej przewiozą ją do psychiatryka. Jej ojciec zrozpaczony mówi do mnie, jakby błagał mnie o pomoc: mówi, że wie, że ja mam podobny problem, prosi, żebym zrozumiała jego położenie, płacze, "nie rób tego swoim rodzicom". Nie wiem, co mam powiedzieć. Jest mi wstyd, że tyle razy zamieniałam życie mojej rodziny w koszmar. Jak mam pomóc temu mężczyźnie? Ile mogę do nich dzwonić?! Muszę wiedzieć, co dzieje się z Anastazją, ale nie chcę się im wtrącać do życia. Więc rozłączyłam się. W międzyczasie zajęcia się skończyły powstało wokół mnie ubeczanej i roztrzęsionej spore zamieszanie. Chciałam szybko znaleźć się w mieszkaniu i iść spać. Uciec z tego świata chociaż chwilowo. Jak się obudziłam, wróciłam do życia, jakby nigdy nic. Chyba wtedy jeszcze to wszystko do mnie nie docierało. Chyba nawet teraz nie dotarło całkowicie. 

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń