czwartek, 1 listopada 2012

Od końca

Zastanawiam się, od czego zacząć. W tym przypadku, chyba nie od początku, bo zbyt dużo czasu by to zajęło. Więc może od chwili obecnej: jestem studentką. Marzę o szczęściu, ale czasami sama nie potrafię dać sobie na nie przyzwolenia. Momentami nie umiem sobie nawet wyobrazić normalnego życia. Życia, w którym każda myśl nie sprowadza się do kontrolowania ciała; dnia, w którym budzę się bez stresu związanego z porannym ważeniem; posiłku, po którym przez moją głowę nie przebiegają tysiące myśli o pozbyciu się go; wieczoru bez podliczania przyjętych kalorii i tak od dwóch lat, każdego dnia, bez wyjątku. Mam wrażenie, jakby ktoś, albo coś przejmowało kontrolę nad moim umysłem. Stoję przed lustrem i słyszę, jak z moich ust padają obelgi do własnego odbicia. Czuję, jak moje pięści lądują na brzuchu, coraz mocniej, aż w końcu widzę krew i dostrzegam w mojej ręce żyletkę. Nie próbuję się usprawiedliwiać. Wiem, że to wszystko ja, że nie ma we mnie nikogo innego. W tej całej pogoni za kontrolą, zupełnie ją straciłam. Często śni mi się, że jestem w ogromnej sali gimnastycznej, zaczynam robić piruety, rozpędzam się coraz bardziej i stopniowo moje ciało przestaje potrzebować bodźców do dalszego poruszania. Jestem zadowolona - dochodzę do perfekcji. Nie potrafię się zatrzymać. Tracę kontrolę, ale zyskuję perfekcję. To mi wystarcza. ale w końcu przewracam się i roztrzaskuję głowę o ścianę. Wtedy się budzę. To zupełnie tak, jak z chorobą. Nie wiem, skąd ona się wzięła. Nie interesowałam się tym tematem. Tzn. przebywałam w bliskim otoczeniu osoby cierpiącej na podobne zaburzenia, ale to, co widziałam każdego dnia tylko odpychało mnie od podobnych zachowań. Tak bardzo nie chciałam wpaść w anoreksję, że przegięłam w drugą stronę. Na początku niegroźnie, pod kontrolą, a później jak z tymi piruetami. Zaraz po zeszłorocznych świętach Bożego Narodzenia trafiłam do szpitala. Spędziłam tam sylwestra i pierwszy miesiąc 2012 roku. Przeżyłam koszmar, do którego obiecałam sobie już nigdy nie wrócić. A teraz sama już nie wiem, co się dzieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz