Miało być o zdrowieniu, ale jak mam pisać, że jest dobrze, skoro znowu tracę kontrolę? Na kolację przeczyszczacze, na śniadanie ocet jabłkowy, a na obiad - w s z y s t k o. Kolejny napad. Chcę przestać czuć, chociaż na chwilę, zapomnieć, uwolnić się od tego wszystkiego. Potrzebowałam rozmowy. Teraz kolejna osoba zna moją (do niedawna) największą tajemnicę. Czy pomogło? Pomyślałam, że tak, ale przecież to nie jest takie łatwe. Ktoś, kto przez to nie przeszedł sam, czy z bliską osobą, nigdy tego nie zrozumie. I działa mi na nerwy myślenie, że to chodzi tylko o ciało. Bo wyniszczone ciało to objaw. Nie wszystko kręci się wokół niego. Głupie teksty społeczności pro ana, które sprawiają, że zdrowi widzą nas, jako bandę rozkapryszonych gówniarzy. Nie ukrywam oczywiście, że przez dwa lata papraniny w tym bagnie przeszłam również przez okresy fascynacji chudością. Codzienne czytanie blogów z bilansami, sporządzanie własnych bilansów, wymienianie się chorymi sposobami na pozbycie się jedzenia, motywujące hasełka, setki thinspiracji poukrywane (tak na wszelki wypadek) w kilku folderach na komputerze, szkielet ustawiony na tapetę w telefonie, czy na laptopie itd. Niektórych rzeczy dalej nie potrafię się pozbyć. Do tej pory nie usunęłam tych folderów i tapet.
Znowu czuję się, jakby ktoś inny czaił się w mojej podświadomości i mówił mi, co mam robić. Wchodzę na strony anty pro ana, czytam o tych nieszczęśliwych dzieciach, kobietach, ale też i mężczyznach, którzy umarli już z wycieńczenia oglądam ich przerażające zdjęcia, boję się, naprawdę się tego boję i przysięgam sobie, że nigdy do tego nie dopuszczę. Wstaję i nagle już o tym nie pamiętam wszystko, co robię podporządkowuję spalaniu kalorii, ważę się bez przerwy i myślę cały czas tylko o tym, jak bardzo źle czuję się ze sobą. Co do ważenia - nie wiem, czemu to robię, nie wierzę temu, co widzę. Dodaję 2 kg, na wypadek, gdyby z wagą coś było nie tak i dalej wychodzi na to, że mam niedowagę. W lustrze moje ciało mnie obrzydza. Spuchnięta twarz, nadgarstki, brzuch, uda, kostki... Idąc ulicą czuję się, jakbym się toczyła, mój tłuszcz przeszkadza mi nawet w przebiegnięciu paru metrów do tramwaju. Nie mogę spać w nocy, rano mam problemy z dobudzeniem się, zawalam studia, brak mi do nich jakiejkolwiek motywacji. Ile to jeszcze potrwa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz