piątek, 9 listopada 2012
Uczta o północy
Spotkałam się dzisiaj z A. Miało być piwko, a skończyło się ...no właśnie... Poszłyśmy razem. Najpierw jej rozmowa o pracę, która skończyła się lepiej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać, później rundka po klubach, a nagle rozkmina o tęsknotach, tym, "co komu w duszy gra" i porozumienie bez słów. Słodki deser (o liczbie kalorii, której nawet wolę nie znać) w meksykańskiej restauracji, maraton po mcDonalds'ie, spożywczym i KFC i na koniec podsumowanie wieczoru w toalecie. Pozwoliłyśmy sobie dzisiaj na wszystko, czego odmawiamy sobie od kilku lat. Znowu to uczucie, kiedy wrzucasz w siebie wszystko naraz, mieszasz, bo i tak nie czujesz smaku, ledwo przeżuwasz, bo i tak myślisz tylko o tym, co zjesz następnie. Czujesz, że już nie możesz, ale to twoja chwila rozpusty. Kolejny taki moment nie nastąpi prędko, więc kontynuujesz. Pomimo bólu żołądka, uczucia, jakby twój brzuch za chwilę miał wybuchnąć. Z każdym łykiem jedzenie podchodzi ci do gardła. Niby źle, ale jednak tak dobrze. Śmiejemy się, bo przecież nigdy nie robiłyśmy tego z kimś. Zawsze same, smutne, pełne rozgoryczenia. A teraz delikatny dreszczyk emocji. To będzie nasza słodka tajemnica. W końcu lądujemy w sąsiadujących kabinach. Załatwiamy to praktycznie bezdźwięcznie - lata praktyki. Dźwięk spuszczonej wody i już wszystko jest dobrze, lekko. Czuję, jakby razem z jedzeniem w kiblu spływały moje emocje, to czego nawet nie potrafię wyrazić, co mnie po prostu zżera, to, co się wydarzyło i co się nie wydarzyło. Już tego nie ma - jakie to proste. Spotykamy się przy umywalkach. Jedno wymowne spojrzenie. Pierwszy raz bez uczucia obrzydzenia samą sobą. Jest jakoś tak raźniej. Rezygnujemy z naszego planu kontynuowania clubbingu, bo żadna z nas nie ma już siły. Rozstajemy się. Czekając na tramwaj łykam jeszcze parę przeczyszczaczy. Po drodze trochę mi słabo, kusi mnie, żeby usiąść, ale nieee. Wytrzymam. Zawsze to te parę kalorii mniej. Windzie też podziękowałam. Truchcik na czwarte piętro ...tak dla zasady jeszcze na piąte, ale coraz bardziej kręci mi się w głowie, wiec wracam do mieszkania. Tak tu cicho, sennie. Czas ukoić swoje zmysły.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz