poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Good girls don't swallow

Jakie upokorzenia spotkają mnie, jeśli nie wezmę się teraz za siebie:
* zobaczą mnie grubą na uczelni
* zobaczą mnie grubą na treningach (i znowu stracę szansę na mistrzostwa)
* lekarz zobaczy mnie grubą na wizycie kontrolnej
* moje nowe współlokatorki zobaczą mnie grubą i taką mnie zapamiętają
* rodzina zobaczy mnie grubą

W drugiej połowie ubiegłego tygodnia było już odrobinę lepiej. Chociaż desery mogłam sobie odpuścić. Pierwszy raz od bardzo dawna miałam wyrzuty sumienia przez to, że nie zwymiotowałam. Odkąd zaczęłam naprawdę starać się wyjść z tego syfu, wyrzuty sumienia pojawiały się raczej po wymiotowaniu. Źle mi z tym, że nie ćwiczę. Upały doprowadzają mnie do szału. Od dwóch tygodni temperatura w ciągu dnia nie spada chyba poniżej 35 stopni. Weekend spędziłam w Krakowie, który zdecydowanie mi służy. Jadłam to, co planowałam i chociaż momentami udało mi się poczuć lepiej.

Dziwna sytuacja z D: Najpierw ni stąd ni zowąd zapytał mnie, czy czasem nie ciągnie mnie znowu do różnych dziwnych leków i innych substancji psychoaktywnych. Próbowałam się tego wyprzeć, ale w końcu sama zaczęłam się motać w tym, co mówiłam i koniec końców wyśpiewałam wszystko, łącznie z tym, co udało mi się ukryć przez ostatnie parę miesięcy - skierowaniem na terapię uzależnień. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, kiedy przyznawałam mu się do wszystkiego, co jeszcze bardziej go rozwścieczyło ...a nie powinno, bo dobrze wie, że zazwyczaj kiedy chce mi się ryczeć wybucham takim właśnie bezczelnym rechotem. No i im bardziej on na mnie krzyczał, tym bardziej się śmiałam. I nie mogłam przestać, chociaż naprawdę chciałam, bo wszystko działo się w samochodzie, a D. momentami nie patrzył już nawet na drogę. W końcu udało mi się uspokoić, ale tylko na ułamek sekundy, bo po chwili z oczu zaczęły mi lecieć łzy, których również za cholerę nie mogłam powstrzymać. Ale to chyba lepiej, bo dopiero mój płacz go uspokoił. Mam wrażenie, że D. nie lubi, kiedy jestem silna. Nasz związek wbrew pozorom najlepiej układa się wtedy, kiedy - przynajmniej w jego mniemaniu - potrzebuję opiekuna. Najwyraźniej on dobrze czuje się w roli niańki, która musi dopilnować, żebym jadła, nie przeczyszczała się, spała, nie nadużywała czegokolwiek. Sam kiedyś powiedział mi wprost, że już wolał te problemy, które mieliśmy, kiedy byłam w gorszym stanie - wtedy może i kłóciliśmy się często, ale przynajmniej nie był zły na mnie, bo to nie ja go denerwowałam, tylko moja choroba. Tak więc dzisiaj, kiedy tak siedziałam i słuchałam jego wywodu na temat mojej bezmyślności w mojej głowie drugi głos wydzierał się równie głośno. I nic nie poradzę na to, że uczucie przykrości z zaistniałej sytuacji przyćmiła duma. B. rzadko kiedy mnie nagradza, ale dzisiaj czułam, jak tryumfuje. Pozwoliła mi myśleć o sobie w pozytywny sposób - "jak chcesz to potrafisz".



1 komentarz:

  1. Pamiętaj, że w walce z chorobą zrobiłaś ogromny krok. Nie pozwól tego zatracić. D. reaguje jak typowy facet, chciałby żeby było wszystko idealnie i po jego myśli, a gdy coś nie wychodzi ma pretensje. Sam nie doświadczył tego, z czym Ty walczysz od tylu lat, dlatego czasem nie potrafi tego zrozumieć.
    Trzymaj się, będzie dobrze.!

    OdpowiedzUsuń