środa, 28 sierpnia 2013

"Po raz kolejny wracam, bo chyba mam to szczęście, że są ulice za którymi dalej tęsknie."

Przedwczoraj wróciłam z Bułgarii. Praktycznie od pierwszego dnia odliczałam dni do powrotu do domu. Cały czas między mną i D. ewidentnie coś nie grało. On bez przerwy gnoił mnie (świadomie, lub nie) za wszystko. Wypominał mi pierdoły sprzed roku, a ja w złości nie byłam mu dłużna. Później dostałam salmonelli i od trzeciego dnia do końca pobytu żywiłam się tylko sucharami. W ciągu dnia chodziłam na plażę, ale wieczorami zostawałam sama w pokoju, bo nie miałam już siły, ani ochoty nigdzie z nimi wychodzić. D. stwierdził, że całe to "zatrucie" to tylko moja fanaberia wymyślona na potrzeby diety. Tak więc pierwszego dnia zostawili mnie samą z 40 stopniami gorączki, rzygającą po każdym łyku wody, a sami poszli do miasta i wrócili pijani o 4 nad ranem. D. wpakował mi się do łóżka, bo nie docierało od niego, że bijący od niego zapach alkoholu tylko pogarsza moje samopoczucie. Trochę chyba przetrzeźwiał, kiedy przytulił się do mnie i stwierdził, że parzę. Nagle dotarło do niego, że tym razem nie chodzi o moje pojebanie. Zaczął okładać mnie jakimiś mokrymi chustami i kazał wejść pod zimną wodę, ale zanim zczaił, że mam w dupie jego pomysły, zasnął pijany. Przez cały wyjazd zastanawiałam się, jak zakończyć ten związek. Chciałam tylko dotrwać do powrotu o domu, żeby jeszcze bardziej nie spieprzyć tych wakacji. Dotrwałam. Po powrocie rozmawialiśmy i nic się nie zmieniło. Dalej jesteśmy razem, bo chociaż duszę się w tym wszystkim, to nie wyobrażam sobie, żeby nagle zabrakło go w moim życiu. W sumie sama nie wiem, czego oczekiwałam - że będziemy się spotykać na kawkę, jakby nigdy nic? Że zerwiemy, ale dalej będziemy razem, ale nieoficjalnie, bez tych wszystkich formalności i zobowiązań? Szczerze? Tak - właśnie tego bym chciała. Związku, w którym nikt nie ma prawa być zazdrosnym, wtrącać się w pozostałe aspekty życia drugiej osoby, oczekiwać czegokolwiek. Może i byłoby to puste; może i mówię, jak gówniara, ale ja tego teraz potrzebuję. I tak, jak myślałam, kiedy to wszystko się zaczynało - teraz wszystkim niepotrzebnie jest przykro. Wiedziałam, że nie powinnam była pakować się w żadne takie relacje, bo to nie skończy się dobrze. Niektórzy chyba faktycznie nie nadają się do tego. I o to mam trochę żal do mojej terapeutki. To ona namawiała mnie do tego, żebym spróbowała, żebym wreszcie dopuściła kogoś do siebie. A teraz twierdzi, że ten związek jest toksyczny i bez sensu. A ja od początku wiedziałam, że nie ma po co się w to pakować.
Tak więc nie mogę doczekać się powrotu do Krakowa. I nawet cieszy mnie to, że mam te poprawki w najbliższych tygodniach, bo przynajmniej bez wymyślania wymówek mogę wyjechać i mieć wyjebane na wszystkich.


1 komentarz:

  1. Uwolnij się od tego toksycznego związku. On nie powinien Cię tak traktować...

    OdpowiedzUsuń