Dawno mnie tu nie było, co nie znaczy, że nic się nie działo ...bo działo się naprawdę dużo. Złych rzeczy. A. znowu trafiła do szpitala, ale wierzę, że tym razem po wyjściu będzie już inaczej. Moja terapeutka planowała mnie zostawić, bo narobiłam głupot i też na chwilę byłam w szpitalu. Teraz mam skierowanie do psychiatryka, ale nie wyraziłam zgody na hospitalizację. Nie dlatego, że nie chcę się leczyć. Po prostu czuję, że dam sobie radę w domu. Dowiedziałam się też, że powinnam zerwać kontakt z M. To dziewczyna, którą tak samo, jak A. poznałam rok temu w szpitalu. Listopad był pełen złych wspomnień, przez co jeszcze bardziej nasiliły się objawy. Teraz powoli staram się pozbierać. Chociaż jest ciężko, bardzo ciężko. Tęsknię tak okropnie. Zbliżają się święta. Nie chcę już więcej mówić, że ich nienawidzę. Boję się - to prawda, ale szczerze, nie mogę już się ich doczekać. W tym roku może być naprawdę cudownie i wiem, że w dużej mierze zależy to ode mnie. Czytam właśnie moje wpisy z początków leczenia. Czerwiec 2011r. - choroba już dość rozwinięta, ale nie przyjęta przeze mnie do świadomości:
"Jest sobota. W środę byłam u psychiatry. Będąc tam nie mogłam się pozbyć wrażenia, że marnuję czyiś cenny czas i jeszcze oszukuję wszystkich dookoła. Tzn. mówiłam prawdę, ale ona brzmi tak niezdrowo, a ja mam poukładane w głowie! Żeby zdążyć na umówioną wizytę musiałam odpuścić sobie zakończenie roku szkolnego. Świadectwo odebrałam w poniedziałek (...) W środę przed 8 byliśmy na miejscu (ja i mój ówczesny chłopak, który mnie tam zaciągnął). Szpital (...) - urocze miejsce. W sumie, to miałam wrażenie, jakbym znalazła się w więzieniu, no... albo psychiatryku. Cała sieć budynków, wysokie mury, okna za kratami, krzątające się dookoła panie w białych kitlach, a do tego słońce, trawa, kwiaty, zapach lata, ale to już niedostępne dla tych ludzi zamkniętych w środku. Jestem pewna, że mnie nigdy nie będzie to dotyczyć. Dość długo czekaliśmy w korytarzu. Do gabinetu weszłam sama. Czułam się tam zupełnie nie na swoim miejscu.W sumie, to po wizycie nic się nie zmieniło."
Czuję, jakby od pisania tych słów minęło jakieś 50 lat. Tak dużo się wydarzyło, zmieniło się moje myślenie; w ogóle ja się zmieniłam, a jednak dalej w tym tkwię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz