A co do tytułu: tutaj kontekst jest inny, niż w piosence ;)
czwartek, 27 grudnia 2012
"O wyzdrowieniu szybkim marzę... Jak wyjdę, jeszcze wam pokażę..."
Trochę tak, jakby nie było świąt. Bo bez śniegu; bo bez tej wiary, co zazwyczaj; bo bez tych przyjaciół, z którymi zawsze je spędzałam; bo przespałam praktycznie cały ten czas... A z drugiej strony z rodziną, z D., którego rok temu jeszcze nawet nie znałam; bez nieprzerwanych kłótni o jedzenie; w miarę stabilnie z objawami. W sumie jest całkiem pozytywnie. Nie przypuszczałam, że poradzę sobie aż tak dobrze ze świętami i nie ukrywam, że dało mi to sporo motywacji. Jako, że zbliża się nowy rok, pomyślałam o jakiś ambitnych postanowieniach. No i jak zwykle, kiedy nadchodzi jakiś przełomowy moment doszłam do wniosku, że może to najlepsza okazja, żeby zakończyć ten rozdział życia i z entuzjazmem wejść w nowy. Ale tak teraz myślę sobie, ile razy już się na to nabrałam: kiedy wychodziłam ze szpitala, kończyłam liceum, zdawałam maturę, wypoczywałam (przynajmniej teoretycznie) na najdłuższych wakacjach życia, zaczynałam studia, itd. To strasznie naiwne myślenie. Chociaż takie hasełko brzmi nieźle ...i jak patetycznie! Byłoby świetnie, gdyby z ED dało się wyjść od tak - z dnia na dzień. Nie da się. Przynajmniej nie słyszałam o takim przypadku. A później przychodzi rozczarowanie i jest jeszcze gorzej. Dlatego postanawiam jedynie, że będę starać się jeszcze bardziej. Skoro jestem w stanie tak stanowczo egzekwować od siebie te chore pomysły, to czemy miałabym nie poradzić sobie w drugą stroę? I jeszcze jedno: zrobię to DLA SIEBIE.
A co do tytułu: tutaj kontekst jest inny, niż w piosence ;)
A co do tytułu: tutaj kontekst jest inny, niż w piosence ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz