piątek, 20 września 2013

Come fly with me, let's fly away

Sporą część mojej ostatniej terapii poświęciłam na szukanie przyczyny tych wszystkich złych rzeczy, które miały miejsce zeszłej jesieni. Niewiele mam konkretnych wspomnień z tego czasu, jak z resztą z każdego okresu nawrotu choroby. Jedno wiem na pewno - byłam wtedy dziwna; robiłam nienormalne rzeczy, które wtedy wydawały mi się jak najbardziej właściwe. Ale co tak naprawdę było tego przyczyną? Bezsenność, czy jak twierdzi moja psycholożka (nazwijmy ją pani D.) - przesadzanie z używkami? A może jeszcze coś innego? W każdym razie nie dziwię się, że osoby, które wtedy poznałam nie chcą mieć ze mną teraz nic wspólnego. Opowiadanie im idiotycznych historii z mojego życia, recytowanie wierszyków, czy śpiewanie rymowanych piosenek zdecydowanie nie przyciągnęło do mnie tłumów. Wspólne obżarstwo i wymiotowanie z Anastazją teraz wydaje mi się czymś równie absurdalnym, jak gdybyśmy wbijały sobie noże w brzuchy. I ja i ona jesteśmy już spory kawałek drogi za tym wszystkim. Dlatego właśnie Anastazja nie czuła się komfortowo w towarzystwie Cassie, która przez prawie rok od naszego ostatniego spotkania nie ruszyła praktycznie z miejsca. Ja jakoś pomimo wszystko chciałam się z nią znowu spotkać. Naprawdę nie widzę nic złego w tych znajomościach. Pani D. nie popiera ich oczywiście; tak samo, jak moja rodzina, czy chłopak. Ale równie trafnie zauważyli oni, że niewiele mają w tej kwestii do powiedzenia, bo ja i tak zrobię to, co będę chciała. A z mojej strony nie jest to bezsensowny bunt dla samego buntu. Zależy mi na tych relacjach, bo pomimo wszystko te dziewczyny pomogły mi bardzo i  czasami były jedynymi, z którymi mogłam na pewne tematy porozmawiać.
Wizyta w poradni uzależnień już za mną. Nie było tak strasznie. Mam papierek z pieczątką i podpisem, a lekarz nie będzie się mnie już czepiał. Ceną za święty spokój, było pół godziny spędzone w towarzystwie bardzo nieprzyjemnej i brzydkiej pani mówiącej coś o zaburzeniach osobowości. Wyszłam stamtąd najszybciej jak się dało i zatrzasnęłam za sobą drzwi raz na zawsze. Boże, dziękuję Ci, że mam takiego świetnego psychologa, jakim jest pani D! Będę doceniać jeszcze bardziej.


1 komentarz:

  1. Warto mieć kogoś przy sobie, kto doświadczył tych samych problemów i całkowicie Cię rozumie. Oczywiście, jeżeli najgorsze już za wami i ten ktoś nie będzie chciał Cię ciągnąć z powrotem w dół.

    OdpowiedzUsuń